, , , ,

O podróżowaniu z dziećmi

Przed naszą wyprawą analizowałam sytuacje i rzeczy, które mogą być dla nas trudne w ciągu miesięcy poza domem. Taka podróż to nie tylko zatrzaśnięcie z uśmiechem starych drzwi i patrzenie prosto w nowe słońca. To wyrzeczenia, zmiany, których byliśmy świadomi i na które byliśmy gotowi. To moje teoretyzowanie w spotkaniu z rzeczywistością w większości się pokryło.

A więc czego się bałam?

Wakacje z dziećmi czy urlop rodzicielski to nie do końca wakacje i urlop. Obawiałam się jak zniesiemy, my, rodzice dzieci z placówek, tą nową rzeczywistość bycia z dziećmi 24/7.

Pierwszy miesiąc (nazywam go dzisiaj miesiącem adaptacyjnym) był naprawdę trudny. Nieustanna czujność, uważność, całkowity brak samotności, ciszy. To był bardzo intensywny czas, czuliśmy się przebodźcowani i zmęczeni psychicznie. Przyzwyczajaliśmy się do nowej rzeczywistości, uczyliśmy się jej. Każdy z nas osobno, choć tak bardzo razem.

Po miesiącu nastąpił przełom, nowy rozdział, przenosiny do kolejnego miejsca. Nauczyliśmy się nowych reguł współżycia i homeostaza wróciła.

Podróż z dzieckiem to odpuszczanie. Podróż z dzieckiem to harmonogram często dostosowywany pod nie. Podróż z dzieckiem to nie raz kolejny plac zabaw zamiast górskiego szlaku czy muzeum. I super.

Dzieci uczą nas zatrzymywania się. Do tej pory prawie po każdych naszych wakacjach z Timem wracaliśmy chorzy… bo musieliśmy wszystko zobaczyć, wszędzie pójść, dojść, od rana do nocy w biegu po szlaku, po mieście, po lesie, po górze. Dzisiaj uczymy się trudnej sztuki odpoczywania. Dzień na plaży? Czemu nie. Po południu lody na huśtawce. Jasna sprawa. Wieczorem bajka na Netflixie. Jedziemy z koksem!

A teraz, po dwóch miesiącach, czuję jedynie wdzięczność i wielkie szczęście.

Jestem spełniona patrząc na nich dzielnie przemierzających kolejne drogi, uczących się zupełnie n a t u r a l n i e świata, przyrody, geografii, historii, języków obcych, wielojęzykowych zabaw z dziećmi, zamawiających zumo de naranja czy przyswajających nowe zasady danego miejsca (albo i nie).

Najbardziej jednak cieszę się z tego, jak to, co robimy, wpłynęło na ich relację. Do tej pory Leo bardziej przeszkadzał Antosiowi, gdy ten zapraszał kolegów. W weekend tylko walczyli o naszą uwagę i czerwone żelki. Tutaj okazało się, że są dla siebie jedynymi kompanami do zabaw. Antek prędko docenił młodszego brata i jego przydatność do wszelkich aktywności, a Leoś szybko dojrzał, by móc zrozumieć zasady liczenia do dziesięciu, a dopiero potem otwierania oczu. Antoś okazał się być bardzo czuły i opiekuńczy (o co wcześniej bym go szczególnie nie posądzała).

Mimo że nasi chłopcy mają w Gdańsku świetną szkołę i przedszkole to zdajemy sobie sprawę jak ten czas tutaj, tak bardzo wyjątkowy i niepowtarzalny, wzbogaca ich i rozwija.

I jak my, dorośli, uczymy się dzięki nim, dzieciom.

A więc jak podróżuje się z dziećmi?

Tak jak żyje.

Najlepiej.

4 odpowiedzi do „O podróżowaniu z dziećmi”

  1. Awatar Matka matczyna
    Matka matczyna

    W punkt fantastyczna rodzinko 👨‍👩‍👦‍👦😍👍😍😘. Nasza rodzinko👵🧓👩👨👦👦💖

  2. Awatar Basia
    Basia

    Podziw i uznanie dla Rodziców za wszystko !!!! A jest baaardzo wiele do wymieniania 👍👍👍

    1. Awatar Magdalena

      Dziękujemy! Chociaż my też podziwiamy te nasze dzieciaki za ich wytrwałość w podążaniu za pomysłami rodziców :)))))

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *