, ,

Ziemie cynamonowe. Fuerteventura

Parking był pusty i żółty od piasku.

Gorący wiatr przeczesał włosy, znajomy dotyk.

Choć niebo było ciemne, powietrze ogrzewało skórę.

Weszliśmy do mieszkania, otworzyłam okna.

Do pokoju wlały się światło latarni i potok hiszpańskich rozmów.

Ziemie cynamonowe to drugi tytuł na opowieść o Fuerteventurze jaki do mnie przyszedł.

A przyszedł dopiero po dwóch tygodniach. Pierwszy wpadł do głowy już drugiego dnia, kiedy wyruszyliśmy na wyprawę po południu wyspy.

Muerteventura.

Muerteventura. Ta gra słów była odpowiedzią mojego mózgu na to, co zobaczyłam.

A raczej czego nie zobaczyłam…

Ogromny suchy ocean piasku. Pagórki i kamienie. Brak jakichkolwiek odcieni zieleni, śladów życia. Gdzieniegdzie przebiegnie jaszczurka. I kozy! Na południu wyspy żyje ich podobno więcej niż ludzi. Tylko co one jedzą? To naprawdę jest dla mnie zagadką.

Obecne ukształtowanie i klimat Fuerteventury da się łatwo wytłumaczyć. To najstarsza, obok Lanzarote, wyspa archipelagu i zmiany, jakie na niej zaszły (naturalna erozja gór, które swoją wysokością nie są w stanie blokować już chmur, co prowadzi m.in do praktycznie zerowych opadów) doprowadziły do redukcji występującej tam roślinności. 

Jeśli widzieliśmy tam palmy to przede wszystkim przy hotelach czy wybranych osiedlach mieszkaniowych i były bez wyjątku wspomagane przez systemy nawadniające. Wygląda to tak, że rośnie palma, z której “wystaje” gruby czarny wąż. 

Oczywiście, na Ferteventurze występują endemiczne gatunki roślin, ale jest ich niewiele (w zestawieniu z ogromem pustyni i w porównaniu do wysp, na których byliśmy wcześniej),a ogólny obraz jaki uderza nas w konfrontacji z wyspą, jest suchy i pustynny.

Długo zbierałam się do napisania tego posta, ale wiem, z czego to wynika. Fuerteventura nie wzbudziła we mnie  e m o c j i. 

Ma ogrom zalet, niezaprzeczalnie. Przepiękne szerokie plaże i przezroczystą wodę! Z pewnością jest rajem dla surferów, windsurferów, kitesurferów. Pewny wiatr i płytka woda na plażach takich jak np. Sotavento.

Kilka ładnych miejsc jak dawna stolica – Betancuria (jedyne zielone miejsce jakie zobaczyliśmy!)

Duże wrażenie wywarły na nas wydmy w Corralejo czy plaża Cofete ze starym cmentarzem (drugi najładniej położony cmentarz, po znajdującym się nieopodal włoskiego Menaggio, jaki widziałam) i okrytą tajemnicą Willą Winter.

Jednym z ciekawszych miejsc na Fuercie jest Playa de las Palomitas (czyli Plaża Popcornu). „Popcorn” to zwapniałe algi morskie wyrzucone na brzeg oceanu. Nie da się ukryć, wygląda to fenomenalnie!

Dodatkowo, na tej wyspie znajduje się sporo ciekawych domów, w dużej mierze samowolek budowlanych, z hipisowskim vibem.

Ciekawą wyprawą okazał się dzień na maleńkiej wyspie Lobos, administracyjnie przynależącej do Fuerteventury. Udało nam się wspiąć na wulkan, nakarmić jaszczurki i podziwiać piękne widoki.

To tyle ode mnie – kilka słów o kilku tygodniach życia.

Została ostatnia wyprawa, czas odkrywać wyspę Césara Manrique. W drogę.

Jedna odpowiedź do „Ziemie cynamonowe. Fuerteventura”

  1. Awatar Matka matczyna
    Matka matczyna

    Jestem tam!!!! 🤗🤗🤗🤗Widzę, czuję, dotykam🤩🤩🤩!!!!
    Dziękuję 💖😘

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *