Jesteśmy na Gran Canarii tydzień i to, co zachwyca mnie jak na razie najbardziej, to jej niebywała, niepojęta wręcz różnorodoność.
Zostawiając Las Palmas, 22 stopniowe lato, ocean, palmy, aloes i kaktusy, po godzinie drogi samochodem, dotarliśmy do lasu sosnowego, spowitego mgłą, gdzie termometr wskazywał jedynie 9 stopni Celsjusza.


Trasa, którą jechaliśmy, GC-15, była jedną z piękniejszych jakimi miałam możliwość się poruszać. Serpentyny, góry, skały, bujna zieloność, gdzieniegdzie pustostany z wylewającymi się z nich opuncjami i wszechobecna mgła.

Co więcej, odniosłam wrażenie, że i radio dostroiło się do tego klimatu, bo wyjeżdzając z Las Palmas towarzyszyły nam latino dance hity, a jadąc pod górę, gdzie silnik rzęził ostatkiem sił, śpiewała Björk.


Punktem docelowym miało być Roque Nublo, czyli 67-metrowa wulkaniczna skała powstała 4,5 miliona lat temu, znajdująca się na wysokości 1813 m.n.p.m.



Będąc na miejscu miałam chwilę wątpliwości, czy na pewno damy radę wejść tam z dwójką dzieci.
Antoni nie czuł się najlepiej po godzinie jazdy rollercoasterem, a nasze kurtki wiatrówki są odpowiednie raczej na wiosenne temperatury. Postanowiliśmy jednak podjąć rękawicę i już po kilku minutach okazało się, że to była najlepsza decyzja. Strome podejście nie pozwoliło zmarznąć Antkowi, a szalony bieg Leonarda po skałach i korzeniach nad przepaścią podniósł odpowiednio ciśnienie i nam.






Trasa w górę jest bardzo przyjemna, niezbyt trudna, nawet dla trzylatka (wprawionego w bojach), chociaż trzeba liczyć się z kilkoma bardzo stromymi podejściami.




Widoki po drodze zapierają dech w piersiach – na początku możemy podziwiać trasę, którą dotarliśmy do miejsca docelowego (trasę, jak i kierowcę, który podjął się tego zadania), następnie połacie sosnowych lasów, pagórki.

Na samym końcu, stąpając po wyboistym wulkanicznym podłożu, jeśli się nie potkniemy, możemy dostrzec chmury od drugiej strony i wzniesienie. To wzniesienie, do którego prowadził szlak, czyli Roque Nublo – chmurną skałę. Przy odrobinie szczęścia na horyzoncie postraszy nas też Teide – najwyższa góra Hiszpanii, czynny, ale uśpiony wulkan, znajdujący się na sąsiedniej wyspie, Teneryfie, oddalonej trochę ponad 100 km od Gran Canarii.

No, to teraz trzeba tylko zejść.
Dodaj komentarz