Masca.

Z powodu warunków atmosferycznych i rodzicielskich doświadczyliśmy tego miejsca tylko w małej części. W skrócie – przejechaliśmy trasę TF-436 i dotarliśmy do jednego z punktów widokowych. I na tym mogłabym zakończyć swoją opowieść. Jednak jak się okazuje, nawet takie drobne, niepełne wyprawy, pływają długo na powierzchni.
To był chłodny, wietrzny dzień, mżyło, było mgliście, czyli działo się to wszystko, co najlepiej wydobywa głębię zieleni gór. Dzień wcześniej zaplanowaliśmy wyjazd do maleńkiej wsi Masca, położonej w paśmie górskim Teno, liczącej sobie… 90 mieszkańców.

Największą atrakcją w tamtym rejonie jest zejście wąwozem z wioski na wysokości 600 m.np.m. do plaży położonej u stóp klifów Los Gigantes. Trasa ta określana jest jako średnia/trudna, wymaga odpowiedniego przygotowania (obuwie górskie, kaski) i przede wszystkim jest niewskazana dla dzieci poniżej 8 roku życia. Wejście jest też limitowane i aby móc wybrać się tym szlakiem należy z dużym wyprzedzeniem zarejestrować się na oficjalnej stronie regionu i zarezerwować (darmowy) bilet. Kiedy za kilka lat wrócimy na Teneryfę, przejście tym wąwozem jest wysoko na liście naszego „to do”.

Tymczasem wzięliśmy stamtąd, co tylko mogliśmy – a więc krajobrazy, przy zderzeniu z którymi naprawdę zapomina się o oddychaniu. Lekki, rozproszony deszcz, mgła, monochromatyczność przestrzeni i słońce, które co kilka sekund oświetlało i ukazywało kaskadowość masywu. Tak, że ten sam obraz uwypuklał się z zupełnie innej strony z każdym naciśnięciem spustu migawki, mrugnięciem oka, sylabą ma-ma czy liźnięciem lizaka (zależy którą postacią z naszej czwórki jesteś).

Ale dobra, po kolei. Wpatrywanie się w ten jednostajny obraz to wisienka, a tort z bezami i kremem to wspomniana wcześniej TF-436. To jak jazda kolejką górską tylko z taką różnicą, że musisz zmieścić się na trasie nad przepaścią z jadącym w przeciwnym kierunku autobusem. W deszczu. Trochę fun, a trochę jednak zdrowaśmaryjo.


Droga ze spadkami o ponad 20%, zakręty na długość samochodu, droga z naprzeciwka zasłonięta przez skały i widok na to, co za nami – trasa ułożona jak rzucone niedbale sznurowadła. Tego zdecydowanie trzeba doświadczyć.
Tak samo jak spojrzenia na europejskie Machu Picchu.





Skomentuj Basia Anuluj pisanie odpowiedzi